Witamy

na stronie Hodowli Kotów Brytyjskich

Koty brytyjskie „Amazing Aisha*PL” to Hodowla Kotów Brytyjskich zarejestrowana w Warszawie w Elitarnym Klubie Kota Rasowego (EKKR) pod patronatem Federaration Internationale Feline (FIFe). Należymy do Klubu Kotów Brytyjskich: Bri Cat Club (BRI CC).

Wszystkie kocięta brytyjskie z naszej hodowli otrzymują rodowody. Jest to dokument, mówiący o pochodzeniu kota. Potwierdza to jego rasowość.

 

Hodowla Kotów Brytyjskich „Amazing Aisha*PL” jest pod stałą opieką weterynaryjną Kliniki Weterynaryjnej w Gliwicach

Koty badamy pod kątem  HCM – Kardiomiopatia Przerostowa Kotów oraz Wielotorbielowatość nerek (PKD polycystic kidney disease).

Kotki mają aktualne mają testy  FIV i FelV.

Nowości

ciekawostki z naszej hodowli

Koty powinny pić dużo wody, dlatego polecamy zakup poidełka, fontanny dla kotków . Na filmiku nasza kotka liliowa Fantasia. Poidełko, fontanna dla kotów- Lucky-Kitty.

Kocie Nerki

Żródło:
http://www.kocie-abc.pl/dieta/woda-karma-i-kocie-nerki/

piątek, 11.10.2013r.
Wiele kotów domowych w pewnym momencie zaczyna cierpieć na przewlekłą niewydolność nerek i jest to jedna z najczęstszych przyczyn ich śmierci – dotyka to znacznie większego odsetka osobników niż ma to miejsce wśród dzikich kotów. Dlaczego tak się dzieje?

Koci organizm jak każdego innego zwierzęcia, potrzebuje wody. Koty jako zwierzęta żyjące na obszarach ubogich w wodę doskonale przystosowały się do przeżycia przy bardzo małej ilości wody wypijanej i w znikomym stopniu odczuwają pragnienie dopóki nie dojdzie do bardzo silnego odwodnienia, ale… no właśnie: zdecydowaną większość wody nauczyły się czerpać ze swoich ofiar, których wilgotność to około 70-75%.

Mieszanki BARFowe zawierają 72-75% wody, co ma naśladować kocie ofiary. Karmy mokre mają wilgotność na poziomie około 80%. A co z suchą karmą? Tutaj wilgotność waha się zwykle w zakresie 5-10%, czyli jest nieporównywalnie mniejsza. Ponadto karmy suche mają najmocniej przetworzone białko (w mieszankach jest ono w ogóle nie przetworzone, w karmach mokrych – zwykle poddane tylko obróbce termicznej), co zmusza nerki do cięższej pracy.

Koty nie odczuwają pragnienia, dopóki stan odwodnienia ich organizmu nie zaczyna dochodzić do poziomu niebezpiecznego dla życia (chodzi o tak silne odwodnienie, które powoduje śmierć w przeciągu kilkunastu do kilkudziesięciu godzin, a nie słabe nawodnienie, które jeszcze nie daje objawów, ale już obciąża nerki). Ponadto przy niedostatecznym poborze wody, koty zagęszczają mocz, co sprzyja pojawianiu się sporych ilości piasku i kamieni w układzie moczowym (pęcherz, nerki).

Niektórzy producenci suchych karm dodają do swoich produktów spore ilości soli czasami pod marketingową nazwą kompleksu przeciw kamieniom (są to znacznie większe ilości niż to, co kotu wystarcza), żeby pobudzić pragnienie. Jednak nawet to nie wystarcza do przymuszenia kota do poboru wody takiego, jakby miał ze swoich ofiar (a wysoki poziom sodu też nie jest obojętny dla organizmu).

Prosty przykład – kot o wadze 4kg potrzebuje ok. 20-22g białka na dobę – takiej ilości dostarcza ok. 200g dobrej mokrej karmy bezzbożowej lub 50g dobrej suchej karmy bezzbożowej – ile wody dostanie kot z pokarmem? W przypadku mokrej karmy o wilgotności 80% otrzyma jej około 160ml, a przypadku suchej o wilgotności 10% otrzyma jej… 5ml! Czyli 32 razy mniej – resztę (155ml) musi wypić z miski, żeby spożyć tyle wody ile by otrzymał wraz z mokrą karmą i nie pijąc ani kropli dodatkowo. A koty zwykle nie piją dużo – ile się trzeba zwykle nagimnastykować, aby je nakłonić… nie jest to proste; zresztą podejrzanie duże spożycie wody przez kota niejednokrotnie bywa objawem chorób właśnie nerek lub cukrzycy. Ponadto badania wykazały, że organizm kotów jedzących suchą karmę – nawet jeśli piją, to piją za mało – otrzymuje około połowy ilości wody jaką otrzymuje organizm kotów jedzących mokrą karmę lub mieszanki mięsne.

Dlaczego więc kot otrzymujący za mało wody z racji jedzenia suchej karmy, nie wykazuje widocznych oznak odwodnienia, choć taki stan utrzymujący się długotrwale prowadzi dopowolnego stopniowego uszkadzania narządów wewnętrznych, a w szczególności nerek? Koty potrafią długi czas bez szkód dla organizmu funkcjonować przy spożyciu wody na poziomie 67-73%, która wynika z wilgotności jego ofiar. Jeśli wilgotność pożywienia spada poniżej 63%, a kot nie pije dodatkowo – zaczyna się odwadniać. Jeśli ten stan utrzymuje się dłużej, organizm kota zaczyna ponosić tego konsekwencje – nie takie widoczne od razu, ale „wychodzące” po czasie, gdy już są dość poważne uszkodzenia.

Podawane szacunkowe zapotrzebowanie kota na wodę najczęściej spotykane w literaturze to ok. 50-60ml na kg kota; inne badania wskazują zalecane spożycie jako 1ml wody na 1 kcal pożywienia;dorosły kot „kanapowy” ma zapotrzebowanie na poziomie 50-60kcal na kg należnej masy ciała dobę, choć przy wyjątkowo małej aktywności może ono spadać nawet do poziomu 40-45 kcal. Bardzo gorąco zachęcam do lektury artykułu Sucha karma w kocim menu (FREYA nr 2/2012, str. 8), gdzie jest o złudnym poczuciu bezpieczeństwa po zakupie fontanny i innych ważnych rzeczach.

 

Gdy już dojdzie do uszkodzenia nerek, zwykle jest potrzebne „płukanie kota” poprzez podawanie mu podskórnie kroplówek, których celem jest dostarczenie sporych ilości wody, która jest niezbędna do usuwania nie tylko toksyn, ale też produktów przemiany materii takich jak np. mocznik. Tylko czy nie lepiej „płukać” kota profilaktycznie poprzez odpowiednią podaż wody w jedzeniu niż później męczyć go kroplówkami (czasami codziennymi), bo nawet gdyby podawać samą mokrą karmę, to przy uszkodzonych nerkach to już czasami nie wystarcza? Pomijam sytuację, gdy kotu z uszkodzonymi nerkami podaje się karmę suchą (nawet weterynaryjną – tu uwaga: coraz więcej weterynarzy uważa, że karmy o małej ilości białka to nie jest dobry pomysł) i tym samym zmniejszając ilość wody, którą kot mógłby pobrać z pokarmem zamiast w postaci kroplówek podskórnych.

 

Jeżeli już z jakiegoś powodu zdecydujemy się karmić kota wyłącznie suchą karmą, musimy dołożyć wszelkich starań, aby kot pił – nie jest to łatwe (kilka sposobów, które czasami pomagają, zostanie opisanych w odrębnym artykule). Jeżeli tylko mamy możliwość, dobrze jest, żeby choć połowę jedzenia stanowiła mokra karma – najlepszym rozwiązaniem oczywiście jest karmienie samą mokrą karmą lub jeszcze lepiej (z racji braku przetworzenia białek) – mięsem w postaci mieszanek BARFowych (oczywiście idealne byłoby karmienie kota jego ofiarami, na które poluje w naturze, ale nawet jeśli nie jesteśmy w stanie osiągnąć ideału, dobrze jest choć trochę się do niego zbliżyć).

 

Jaką wodę wybierają koty? Miękką (mała mineralizacja), z jak najmniejszą ilością chloru oraz… ruchomą. Dzieje się tak, gdyż przodkowie naszych domowych futrzaków podczas swej wędrówki napotykali różne źródła wody – woda będąca w ruchu zwykle była czyściejsza, z mniejszą ilością drobnoustrojów chorobowych, a woda stojąca sprzyjała rozwojowi szkodliwych mikroorganizmów – jak nietrudno się domyślić, koty pijące wodę w ruchu mniej chorowały, a te pijące wodę stojącą miały większe szanse na chorobę i śmierć na skutek spożycia dużej ilości zarazków. Dlatego nasze mruczki mają ciągoty do wody w ruchu – czy to kapiącej z kranu, czy lecącej z prysznica.

 

Jakie mogą być inne przyczyny pogarszania stanu nerek można przeczytać m.in. w tym wpisie.

/GP

 

źródła informacji:

 

Fotki dla tych co nie wierzą, że takie coś ma miejsce w Polsce. Szukają psa czy kota, byle tanio, byle blisko, bo „papierek im nie potrzebny”.

Ogłoszenie  typu „rasowy piesek, tanio sprzedam”. Kolejne psy w kurniku.

Podobnie jest z kotami.

tekst: Ewelina Florczyńskia.

„.. szokującce i porażające prawda? A zastanawiał się ktoś może, że te pieski z fotek w klatce, i kotki z obórek, rodzące po 3 razy do roku – no przecież… gdzieś trzeba upłynnić te wszystkie kocięta i szczenięta, ale przecież nikt nie przyjdzie kupić malucha wybierając go sobie z zasranej klatki, bo jak zobaczą, to zaraz wejdzie TOZ, VIVA, Policja i TVN… I się skońćzy jak w Dobrcz, a tego nie chcemy bo trzeba będzie produkcję zamknąć i same straty a jeszcze po sądach będą ciągać…

No ale przecież to nieprawda, to nie może być prawda!
Ja dobrze wiem jakie warunki miał mój kot w domu, doskonałe! Wrzucacie wszystkich do jednego wora! Boicie się konkurencji! A mi wcale nie zależało na rodowodzie, tylko na takiem kocie! Mi rodowód do niczego nie potrzebny, ja chcę go kochać i nie będę wozić po wystawach!

Sobota rano… W poniedziałek nasz 7 letni Kacper ma urodziny, a od zawsze marzył o maltańczyku… W sumie problem tylko w tym futrze, bo one zawsze takie zapłakane i trzeba kąpać i wiecznie czyścić bo toto białe no i te plamy i zacieki… Ale taki Yorczek – też podobny, łatwiej utrzymać. No i Krystyna z kadr ma takiego – zawsze mnie śmieszyły te jej opowieści o groomingu i charakterze terriera – ale jakieś bzdury opowiada, latać z psem do fryzjera, na głowę upadła chyba już całkiem, w dodatku Krystyna całą trzynastkę i premię za niego dała, chora jakaś, przecież yorczek to taki śliczny piesek, kieszonkowy, i na bank tyle nie kosztuje co opowiada, a te kokardki na głowie takie urocze! Charakter terriera, tralala… Decyzja zapadła – będzie york. Gdzie szukać psa? Ano… Jak czegoś nie ma na Allegro to nie istnieje – idziemy więc na Allegro..
I… JEST! Ogłoszenie pod tytułem: „Śliczne Yorczki z domowej hodowli, z rodowodem”. Cena bardzo w sam raz, 400 zł… I niedaleko… Super!
Telefon odbiera miła Pani. Tak, są wolne jeszcze dwa pieski.
Jedziemy!
Podwarszawskie osiedle, typowa sypialnia aglomeracji. Drzwi otwiera szczupła Pani, zapraszając do niewielkiego mieszkania. Dom urządzony skromnie, ale schludnie i wszędzie czyściutko. Już z przedpokoju zachęcająco pachnie świeżo zaparzona kawa. W rogu pokoju przy stoliku mała dziewczynka z warkoczykami, na oko 5 lat, rysuje kredkami ptaszki, nucąc coś pod nosem. Słodko..
Na powitanie przybiega normalnie PRZECUDNA yorczka, z różową kokardką na głowie, wesoło machając ogonkiem, obwąchując nas i moją torbę. Nawet mnie polizała! Jaka śliczna!
W głębi pokoju, w wiklinowym koszyku wyścielonym różowym kocykiem, śpią dwa szczeniaczki. Siadamy.
Pani opowiada o pieskach. Nie, nie sprawiają żadnych problemów. Tak, są zdrowe. Silny charakter? Bzdura. To przecież kieszonkowe pieski w dodatku miniaturki, jak widać. One nie przekroczą 1,5 kg na bank – będą malutkie. Tak, hodowla zarejestrowana.
Z wiklinowego koszyczka wychyla się czarny nosek… Chwilę to potrwa, bo jeszcze musi szeroko ziewnąć, jeszcze się przeciągnąć… O matko jaki słodki! Za chwilę już jest przy nas radośnie obwąchując nam skarpetki, zaczepia łapką. Jakiś malutki taki…
Pani kontynuuje – tak, trzeba będzie go zaszczepić jeszcze, ale to chyba żaden problem? W sumie lepiej wziąć małego, bo da się wychować… Drugi piesek w koszyczku posapuje przez sen – jest większy, i ma taki duży brzuszek… No ale przed chwilą dosłownie zjadł śniadanie, a on lubi sobie pojeść, dlatego brzuszek taki duży i śpi…
Nasz mały czarny nosek obgryza mi rękaw, a oczka aż mu się świecą – no cudo! Bierzemy! Kacperek będzie taki szczęśliwy!
Ostatnie pytanie o formalności – no tak, 400 zł. Rodowód? A będziecie go wystawiać? Rodowód to 100 zł, ale doślę pocztą, więc razem będzie 500… Szybki rachunek – po co nam ten rodowód? Przecież nie będziemy jeździć na wystawy, poza tym mamy tylko 400, a jutro jeszcze zakupy w Lidlu… Wracamy do domu z naszym Szczęściem – Ale ta głupia Kryśka z kadr będzie nam zazdrościć!
Drugi piesek w koszyczku nadal posapuje przez sen…

Tu następuje stopklatka…

Po wyjściu szczupła Pani wzdycha i bierze telefon.
– Marian? Sprzedałam Ci tego psa, tak jak się umawialiśmy, 200 dla mnie. Ale ciągle dzwonią, to mi jutro przywieź jeszcze dwa, ale tego jednego zabierz – nie je już drugi dzień i strasznie śmierdzi. Pewnie zdechnie bo to nienormalne.

Mama Kacperka NIE WIE, że sunia która witała ich w progu NIE jest mamą ich „szczęścia”. NIE wie że u Mariana jest jeszcze kilkanaście czarnych nosków.. Nie wie i nic ją to nie obchodzi, bo w końcu Kacperek ma psa i Krycha będzie zazdrościć… i NIE wie że nie istnieją miniaturki – piesek jest po prostu niedożywiony, chory i … dużo za młody…

A teraz przenosimy się w czasie… Stowarzyszenie zarejestrowane w czerwcu 2012… W statucie czytamy:
Celami podstawowymi Stowarzyszenia są:
1. Działanie na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt, ich poszanowania, objęcia
ochroną i otoczenie opieką.
2. Kształtowanie właściwego stosunku do zwierząt.
3. Działanie na rzecz ochrony środowiska.
4. Działalność interwencyjna w ramach obowiązujących przepisów prawa, poprzez ściganie i ujawnianie przestępstw przeciwko zwierzętom oraz reprezentowanie wobec wymiaru sprawiedliwości praw zwierzęcia jako pokrzywdzonego.
5. Udzielania pomocy placówkom niosącym pomoc zwierzętom bezdomnym.
6. Zrzeszanie hodowców i miłośników hodowli amatorskich.

Teraźniejszość, to samo Stowarzyszenie…
W dwóch przyczepach kempingowych, czystych i ogrzanych, kilka klateczek. W rogu jednej tulą się do siebie dwa senne kociaki. W tej samej klatce nieopodal nich śpi malutki „Chihuahua”. Dzień targowy… Nieopodal jakieś 30 metrów dalej sprzedają kury, pawie,
króliki, kuce i gołębie. Pan w czarnej kurtce z napisem na plecach „Inspektorat Weterynaryjny” przechadza się alejkami, zdecydowanie wyganiając z tej części targu sprzedawców domowej kiełbasy… To nie jest miejsce na sprzedaż garmażerki! Nawijając kilometry na buty alejkami czule cmoka w kierunku kociąt za szybką przyczepki…
Przychodzi Pan i pyta o cenę. 400 zł. No dobra, ale w klatce śpią „mainkuny”, a żona chce ragloda, bo to ponoć takie zwisające kotki nie czujące bólu i takie łagodne.
– No dziś nie mamy, Pan przyjdzie za tydzień…
OK…
Wystarczy wykonać telefon… Marian, ragdole ze dwa potrzebne, masz? No dziś nie, za 3 tygodnie mogę podwieźć, ale Józek ma – zadzwoń do niego. Moje to się dopiero urodziły, ludzie się będą czepiać że jeszcze nie jedzą – 4-5 tygodni to minimum, to nie psy kobieto!

LUDZIE… MYŚLCIE…. MYŚLENIE NIE BOLI !!!”